środa, 21 lutego 2018

/1590/

Pamiętam jak napisałem tu, że chyba już nic mnie nie zaskoczy. Potem dodałem, że nawet nie chcę się dowiedzieć, co może mnie ewentualnie zaskoczyć. I miałem rację. Zamiast wspinać się w górę, spadam w dół. Gdy znajdę podpórkę pod nogami, ona nagle pęka i spadam niżej.  Mój czas się skończył.


Wydarzyła się tragedia, a świat kręci się dalej. Jest podobnie, a jednak zupełnie inaczej. Świat nie przejmuje się pojedynczymi tragediami, świata to nie obchodzi. Ojciec był filarem. Rodzina utrzymywała równowagę, bo była podparta na czterech filarach. Nagle jeden filar zniknął, a z nim równowaga. Tęsknię za nim, choć chyba jeszcze nie dotarło do mnie wszystko, mam wrażenie, że wszystkie złe emocje czekają za rogiem i nagle wybuchną wszystkie ze zdwojoną siłą.


Wróciłem do rzeczywistości, a mam wrażenie, że śnię. Dziwny sen, który nie ma znaczenia. Czekam aż się obudzę, ale przebudzenie nie nadchodzi. Muszę śnić dalej, mam nowe obowiązki, jestem odpowiedzialny za innych. Nie radzę sobie z tym. Czuję się bezużyteczny.

czwartek, 15 lutego 2018

/1589/

Te walentynki zapamiętam do końca życia. Żegnaj tato...

poniedziałek, 12 lutego 2018

/1588/ cudowne życie, cdn.

Poniedziałek zaczął się ciężko, powoli. No ale każda kolejna lekcja leciała coraz szybciej i szybciej. Aż w końcu po dziewięciu lekcjach zaskoczony powiedziałem w myślach: "już? jestem wolny?" Można powiedzieć, że poniedziałek był nawet bezbolesny, no, nie licząc pobudki, ta zawsze jest bolesna...

Popołudniu spotkanie z Paige na kawie i ciastku. Ciastko było pyszne, dużo czekolady, łagodziło moją zazdrość jaka mnie zjadała słuchając jej. Znalazła nowego chłopaka sobie, szybko właściwie po poprzednim, do tego Włocha. Darek miał tak samo. A ja jestem jakiś wybrakowany chyba jednak, już ponad 1,5 roku sam i nawet nie ma żadnych perspektyw na faceta. Umrę w samotności, ale za to z ptasim mleczkiem w prawej dłoni i z mleczną czekoladą w drugiej...

Poddaję się, widocznie niektórym love happy end nie jest pisany... Założę stowarzyszenie żałosnych ludzików, będziemy sobie grali w chińczyka albo robić skarpetki na drutach...  :D Jezzzzzzzzzzzzu, no, bez jaj, niech się coś zacznie dziać...


No, a skoro już pomarudziłem, to teraz mogę zabrać się za pracę jak przystało na przeciętnego szaraka klasy średniej :D KOCHAM ŻYCIE! Dobranoc :D